wtorek, 10 czerwca 2014

Grunt to dobra motywacja!

Nie da się ukryć - dzisiejszy dzień był dla mnie dość pechowy. Ale co tam, pech nie zwalnia z treningu. Więc późno, bo późno - bo około dwudziestej pierwszej - wygrzebałam się z drzemki, przebrałam w biegowe ciuchy i nucąc pod nosem Because I’m happy / Clap along if you feel like happiness is the truth, poszłam wytruchtać swoje hardkorowe interwały, które w ramach treningu na poprawienie szybkości aplikuje mi Endomondo.

Biegłam w stronę lasu, zadowolona z siebie i myśląc sobie, że tak przyjemnie biegnie się o dwudziestej pierwszej i że koszulka z maratonu dodaje mi +5 do szybkości, +10 do wytrzymałości i +20 do rispektu u "pieszych".

I wbiegłam w las, wciąż z siebie zadowolona, bo interwały w miarę mi wychodziły, mimo że robiłam je na konkretnych podbiegach.

I po pół godzinie już szykowałam się do nawrotki i biegu z powrotem, kiedy coś skoczyło mi pod nogami.
Nie koziołek.
Nie biedronka.
Niestety, także nie Zając Poziomka.
Żaba!

A ja się boję żab. I w ogóle płazów.
Tak naprawdę się boję. Tak na serio. Tak, że za nic w świecie żaby bym nie dotknęła, a na ropuchę nie mogę nawet patrzeć, od samego patrzenia mam dreszcze.

Było już dość ciemno, ale ten kształt, ten ruch rozpoznałabym wszędzie. Mur, beton - żaba. A ja muszę przebiec obok niej, żeby wrócić, myślałam sobie. I kto wie, ile tam tych żab jeszcze jest. Ile wyszło na nocny spacer albo nocne łowy i skaczą sobie w poprzek ścieżki, tej ścieżki, którą ja muszę biec, by się wydostać.
A do końca lasu ponad kilometr!

Puściłam się w taki galop, że przy okazji interwału Endomondo poinformowało mnie, że ostatnie 200 metrów pokonałam z prędkością 4:15 min/km. Przeskakiwałam nad każdym cieniem na ścieżce, a tych cieni było sporo, bo roi się tam od szyszek, ale skąd mogłam wiedzieć, który cień to faktycznie szyszka, a który - kolejna żaba? I wtem znowu coś skoczyło mi pod nogami!

Efekt? Najszybszy kilometr - ten powrotny w środku lasu - miałam na 5:05. Ale na zbiegach wykręcałam znacznie większe tempo (tracąc na podbiegach, oczywiście).

Wnioski?
Po pierwsze - nigdy więcej latem wieczorem do lasu!
Po drugie - drżyj, parkrunie. Już wiem, jak złamać 25 minut. Muszę wyobrazić sobie bandę żab, wyłaniających się z Błoń!

7 komentarzy:

  1. Haha rozbawiłaś mnie tą żabą słowo daję! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama siebie rozbawiłam, ale dopiero po wybiegnięciu z lasu - wcześniej nie było mi do śmiechu. ;)

      Usuń
  2. Kiedyś na wakacjach biegałam po kaszubskich lasach. Tak mi się podobała ta cisza, święty spokój, nagłe połacie zieleni lub pól, to znów cień lasu.. do pierwszego spotkania z jakimś czterokopytnym zwierzęciem. Nie wiem kto się spłoszył bardziej, ale ja zapi***alałam do domku dużymi susami :D Niestety, to były jeszcze czasy bez endomondo, więc nawet nie wiem jak szybko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie z kopytami spotykam nawet dość często, ale boją się bardziej niż ja. ;)

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahahha bardzo fajny wpis ;)
    Teraz czas Na Cracovia Maraton. Już za 4 dni ;)

    OdpowiedzUsuń